...zrozumiałam, że moją misją

nie jest starać

się o ukoronowanie

śmiertelnego króla,

lecz wzbudzać miłość

do Króla Niebios,

oddawać w Jego władanie

królestwo serc.

św. Teresa

 

 

  

O Małej Świętej

„Mała droga” – jako droga dostępna dla wszystkich. Stawanie się „dzieckiem”, prawdziwe ubóstwo duchowe, wykorzystanie wszystkich licznych okazji w ciągu dnia do sprawiania radości Jezusowi, do składania Mu drobnych ofiar niedostrzegalnych dla otoczenia, bezwzględna ufność i nadzieja pokładana w Bogu – oto niektóre z kamieni milowych wytyczających tę „małą drogę”. Ks. Jerzy Nemo

Hymn Polski do św. Teresy - pieśń

Seraficzną drogi Bożej gdyś Mistrzynią nam, Nas, Tereniu,
w barwie Polski wiedź do nieba bram.
Granit pychy i rząd złego mocą cudu skrusz,
I w sieć zgarnij dla Chrystusa połów Polskich dusz.
Gdy do serca w kwieciu tulisz zbawczy świata Krzyż,
Do Chrystusa Ran i Serca Polskę dzisiaj zbliż;
Wskrześ w Ojczyźnie Stanisława wiary Ojców dar,
By się w Krzyżu rozpłomienił serc milionów żar.
Na kwiat Polski dziatki ludu czyha krwawy wróg.
I posiewem buntu kala ojców święty próg;
Dziś na progu każdej chaty z Krzyżem kwiecia stój.
Lud obrońców dawnej wiary wiedź w zwycięski bój.
Ukaż Polsce dziejów karty cnót praojców blask –
Krzyż Jadwigi i wian rajski Jasnej Góry łask;
A że Krzyża i Maryi dziećmi Jasnej Góry Lud,
Ucz, że przetrwa z dziećmi w Polsce Zmartwychwstania cud.

 [1]  2  3  4  5  6  7  8  9  10  11  12  13  14  15  16  17  18  19  20  21  22  23  24  25  » 

Powrót

 

 

Każdy kto zetknął się z "małą" świętą już odchodzi ubogacony,

a jeśli jej słowa stara się wcielać w życie już staje się zwycięzcą! 


 

Inni o "Małej" Teresie

 

Imię i nazwisko: Marie-Francoise Therese Martin (Tereska); Święta Teresa od Dzieciątka Jezus.

Przezwiska: nazywana przez ojca „Małą Królową” i przez wiernych „Małym Kwiatkiem”.

Data urodzenia: drugiego stycznia, 1873 roku.

Miasto rodzinne: Lisieux (Francja).

Hobby: łowienie ryb i korespondencja.

Zwierzęta: pies („Tomek”), jedwabniki.

Charakter: nieśmiała jako dziecko, później odważna dla Jezusa.

Cel życia: kochać Jezusa w codziennych drobiazgach.

Stan cywilny: oblubienica Chrystusa.

Zawód: zakonnica Karmelitanka.

Nauka: „Mała Droga”, czyli żyć wśród codziennych, drobnych sytuacji, naśladować i kochać Jezusa.

Motto życia: przeżyć swoje niebo czyniąc dobro na ziemi.

  

 Gdy miała piętnaście lat była bardzo zakochana. Wszyscy mówili, że była jeszcze za młoda, ale to była prawdziwa miłość i dlatego nic nie pozwoliła zmieniać na swojej drodze życia.Kiedy pojechała z rodziną na pielgrzymkę do Rzymu, poprosiła nawet papieża o pomoc w realizacji swoich marzeń.

W końcu je zrealizowała. Mając tylko piętnaście lat wstąpiła do klasztoru karmelitanek, pielęgnując i rozwijając w swoim sercu gorącą miłość do Jezusa.

Tak wytrwała dziewięć lat i zmarła mając zaledwie dwadzieścia cztery lata, ale mądrze korzystała ze swojego pobytu na ziemi i dlatego śmierć była dla niej początkiem wiecznego wesela z jej ukochanym Jezusem.

Ponadto Tereska obiecała, że będzie pamiętała o nas pozostających na ziemi: „Przeżyję moje niebo czyniąc dobro na ziemi... spuszczę z nieba powódź róż" (symbol łaski).

Czy tobie potrzebna pomoc? Poproś o nią Tereskę. Być może, że dostaniesz różę... i zrealizujesz swoje marzenie.

 

Mamo, chciałabym żebyś umarła

  W pokoju mojej babci wisiał na ścianie duży obraz. Kiedy czasem budziłam się tam rano, z obrazu patrzyła na mnie piękna, młoda dziewczyna ubrana jak zakonnica. W rękach trzymała krzyż, a wokół niego całe mnóstwo kolorowych róż, których mocno rozwinięte płatki opadały gdzieś w dół, poza obraz.

  Wydawało mi się wtedy, że jest smutna. Może dlatego, że została zakonnicą – myślałam – albo po prostu kolce róż wbijają jej się w ręce? Wtedy jeszcze: nie wiedziałam, że; to mała wielka święta. Teresa od Dzieciątka Jezus.

- Dlaczego mała i jednocześnie wielka?

- Co oznaczają spadające na ziemię róże?

- Czy naprawdę jej oczy są smutne?

- Czy od urodzenia była świętą?

Czteroletni filozof

   Od pierwszych chwil mama wiedziała, a raczej czuła, że Terenia jest innym dzieckiem. Już w drugim tygodniu uśmiechała się do niej. Gdy miała trzy lata, nauczyła się abecadła i powoli zaczynała czytać. Łatwo zapamiętywała nie tylko piosenki i bajki, które potem wszystkim wokoło z przejęciem opowiadała, ale również to, czego uczyły się jej starsze siostry. I nikt nie dziwił się, gdy czteroletnia Terenia wyjaśniała, kto jest „Wszechmocny”.

Któregoś dnia przychodzi do mamy, tuli się do niej i zupełnie nieoczekiwanie mówi:

- Wiesz mamusiu, chciałabym, żebyś umarła.

Zdziwiona mama patrzy na nią, a mała po chwili dopowiada:

- To dlatego żebyś poszła do nieba. Sarna przecież mówiłaś, że najpierw trzeba umrzeć, żeby tam być. A ja chciałabym, żebyś ty była w niebie.

Mała przestępczyni

  Nie zawsze mała Tereska była rozkosznym aniołkiem. Gdy coś nie szło po jej myśli, śliczna buzia umiała krzyczeć do utraty tchu, wpadała w taki gniew, że umiałaby porozbijać wszystko, co znalazło się pod ręką, a kiedy się uparła, wtedy nic i nikt nie potrafił namówić jej do ustąpienia. Nawet pozwoliła zamknąć się na cały dzień w ciemnej piwnicy, żeby tylko nie musiała powiedzieć „tak”. Nie można było o niej powiedzieć, że jest grzeczna tylko wtedy gdy śpi, bo nawet w nocy wierciła się więcej niż za dnia. Zrzucała wszystkie okrycia i uderzała o brzeg drewnianego łóżeczka, po czym budziła się z bólu i wołała:

- Mamusiu, jestem stuknięta!

  Biedna mama musiała wstawać w nocy i sprawdzać, co się dzieje. Rzeczywiście, mała miała guzy na czole. Była „stuknięta”. Sytuacja powtarzała się kilka razy w ciągu nocy. Mama wstawała, okrywała Terenię, po czym ona zaczynała „stukanie”. W końcu mama razem z Celiną wymyśliły sposób. Zwyczajnie, wieczorem, przywiązały małą do łóżka. Pomysł był świetny. Nareszcie wszyscy mogli spokojnie spać.

  Innym razem potrafi być najgrzeczniejszym dzieckiem, aniołkiem o złotym sercu, tylko dIatego, że chce iść do nieba. Od starszych sióstr dowiedziała się, że Jezusowi jest strasznie smutno, gdy źle się zachowuje. Wystarczyło jej o tym powiedzieć tylko raz. Teraz, gdy coś przeskrobie, przybiega od razu do mamy ze łzami w oczach, zarzuca rączki na szyję i wszystko dokładnie opowiada, i wylicza każdy zły uczynek: „Mamusiu, raz popchnęłam Celinę, raz ją uderzyłam, ale więcej tego nie zrobię...”. Jeśli zawini, wszyscy muszą o tym wiedzieć.

   Kiedyś rozdarła kawałek tapety. Od razu chciała o tym powiedzieć ojcu, ale no wrócił dopiero za cztery godziny. Wszyscy dawno o tym zapomnieli, ale nie Terenia. Przybiegła szybko do Marii i prosi jak przestępca oczekujący na wyrok:

- Powiedz zaraz tatusiowi, że rozdarłam ten papier!

   Pewnego dnia Terenia zapytała mamę:

- Czy ja pójdę do nieba?

- Tak, oczywiście, jeśli tylko będziesz grzeczna – odpowiada mama.

- A jeśli nie będę grzeczna, to pójdę do piekła? Ale ja już dobrze: wiem, co zrobię.

Gdy ty będziesz szła do nieba, mamo, ja ulecę razem z tobą. Będę się mocno, mocno ciebie trzymać i Pan Bóg mnie nie odłączy. Ty też będziesz mnie mocno trzymać, prawda?

Królewska kucharka

   Nie lubi lalek. Nie umie się nimi bawić. Jej ulubionym zajęciem jest cięcie papierów. Siedzi sobie wygodnie pod nogami mamy piszącej listy i tnie spadające z biurka kartki. Przy okazji śpiewa tak głośno, że słychać ją w całym domu. Bardzo lubi zabawy z Celiną. Gdy starsza siostra musi już odrabiać lekcje, biedna Terenia zalewa się łzami, bo nie chce być sama. Najczęściej udaje jej się wypłakać zgodę, ale pod warunkiem, że będzie siedzieć cichutko jak myszka. Tego nie trzeba czteroletniej Tereni dwa razy powtarzać. Potrafi dwie i trzy godziny, usadowiona na krześle, nawlekać koraliki na nitkę. Co jakiś czas wzdycha tylko głęboko, a gdy nitka wysunie się z igły i nie potrafi jej nawlec, za żadne skarby, nie odważy się przeszkodzić siostrom.

   Z wielką radością przyrządzała czasem herbatkę z kory drzew i ziarenek znalezionych na ziemi. Gdy herbatka była gotowa, zanosiła ją swemu „królowi" (tak nazywała tatusia) w pięknej filiżance. Tata od razu przerywał swoje zajęcie i udawał, że pije smakowity napój.

Beksa

   Gdy któregoś dnia zachorowała Celina, Terenia uważała, że jej siostra jest szczęśliwa, bo może sobie przynajmniej poleżeć. Mówiła nawet, że chciałaby też zachorować. Nie trzeba było długo czekać na spełnienie tego życzenia. Terenia dostała silnej gorączki i miała wszystkie objawy odry. Na szczęście historia nie trwała długo. Po czterech dniach mała wyzdrowiała.

Gdy Terenia leżała w goryczce, pytano ją:

- Jesteś teraz zadowolona, że chorujesz jak Celinka?

- Ale ja chciałam być chora tylko tak troszeczkę, jak główka od szpilki... a nie aż tak – płakała Terenia.

   Po śmierci mamy, Terenia zrobiła się nieśmiała i bardzo wrażliwa. Wystarczyło, że ktoś na krótko wyjeżdżał z domu, że ktoś był smutny, że popełniła jakiś grzech, że ktoś nie tak spojrzał, a mała od razu uderzała w płacz. Płakała z byle powodu, a gdy przestawała płakać, to płakała dlatego, że przedtem płakała. Czasem nawet nazywano ja beksą. Któregoś dnia znów siedzi sobie w kącie i płacze:

- O, jaka ja jestem nieszczęśliwa!

Całe nieszczęście polegało na tym, że Celina powiedziała, iż lalki Tereni są źle wychowan